tęsknota

Zaczynam pisać kolejny raz, bo kolejny raz ktoś przerywa moją koncentrację. Potrzebuję samotności. A może bardziej przestrzeni? Za późno w życiu sobie uświadomiłam, że wybierałam osoby, które mi tego nie dają. Dzielę czas na płytkie seriale i kiepskie filmy, na marudzenie i rozmowy o niczym, czynności, które uświadamiają, jak dużo czasu ucieka na to, co nieważne.

Samotności trzeba się nauczyć, a ja się jej za długo bałam i chwytałam czegokolwiek, by wypełnić pustkę. Teraz robię wszystko, żeby poczuć coś więcej niż pustkę. Przekraczam własne granice. Znalazłam świetną pracę, mimo, że wokół nikt nie wierzył, że jestem tyle warta. Wróciłam do treningów, żeby wyglądać i czuć się jak kilka lat temu, silniej i seksowniej. Więcej programuję i wiem, że będzie tylko lepiej mimo ciągłej frustracji, że coś nie działa tak jak powinno. W tle życia wciąż muzyka, choć chciałabym móc słuchać i się nie ograniczać, bo komuś przeszkadza, że nie jest to jeden rodzaj. Muzyka jak pisanie miała uwalniać, nie ograniczać.

Mam też czas na przemyślenie, czy jestem zadowolona z efektu, jakie dały jakiś czas temu rzucane sigile. Minęły dwa miesiące, a ja czuje się lepiej. Na początku sierpnia chciałam przeżyć coś fizycznie i emocjonalnie satysfakcjonującego, o czym miał nie wiedzieć nikt poza mną i tą osobą. Jakkolwiek magia, jak niemal zwykle, okazała się skuteczna, tak wielkim zaskoczeniem był fakt tego, kogo stawia na mojej drodze. Takie przewrotne przypadki zostawiają ślad, który w tej emocjonalno-seksualnej sferze życia pozostawiają w tej chwili duży niedosyt.

Im więcej czasu mam dla siebie, tym intensywniejsze są moje sny. Dużo znaków, dużo połączeń. Szkoda, że tak wiele pragnień wypacza obraz, brak pewności, czy których z tych kilku snów był jednak wspólnym. Wciąż będę szukać odpowiedzi.

 

 

Minęła pewna chwila, bo momenty mojej koncentracji kolejny raz zostały przerwane przez kogoś, kto musi bardzo głośno pojęczeć do telewizora. Dopiero w tej chwili wiem, jak to miało wyglądać, ale z kimś całkiem innym. Po drugiej stronie pokoju siedzi człowiek ze stertą zeszytów i kartek i pisze kolejne wiersze. A może siedzi przed swoim komputerem ze słuchawkami na uszach i tworzy coś innego. Może to ja siedzę w słuchawkach, bo on gra na gitarze. Każde z nas potrzebuje przestrzeni, czasem kilka godzin, czasem kilka dni. Potem ja zachwycę się tym co mi pokaże, może później w samotności słuchając albo czytając co stworzył zapłaczę, bo szybko przeżywam to, co emocjonalne. Wyjdziemy do knajpy na kolację i dwa piwa, a po powrocie ufundujemy sobie wzajemne orgazmy. Będą dni pełne słów, wymiany myśli i chwile, w których nie potrzeba za wiele słów. Brak kontroli, brak wstydu, intensywność przeżyć, spontaniczność w działaniu. A może będę siedzieć sama, piję herbatę albo coś mocniejszego, kończę pisać kolejny etap projektu albo przeżywam kolejny niedokończony wiersz. Nieważne. Może jadę do Krakowa, Łodzi, Warszawy, Wrocławia czy Gdańska. Jestem na jego koncercie albo wernisażu, a może razem oglądamy coś, na co czekaliśmy parę miesięcy. Przeżywamy intensywne dwa dni, pełne rozmów, spacerów i seksu, potem wracamy do siebie, bo oboje boimy się pójść krok dalej. Jest dobrze. Może zobaczymy się znów za 2 tygodnie. Idealne życie łatwo sobie wyobrażać, gdy czas na decyzję minął dawno temu.

Jasny okruch zguba słońca wpadł do mojej nocy
I nie wiem jak pytać o wybaczenie i czystość
Dotykam twoich piersi kiedy śpisz
Z innymi w innych miastach

Siła ze swoją siostrą przemocą
Z bratem uwielbieniem pełzną po dalekiej skórze
Po omacku szukając miejsc pamiętających
Mnie i czas zmyślony, dwóch złodziei wilgoci

A ty milczysz nieobecna jak obłoków bryły w dłoniach
Rozpoztarta na granicy między snem a soplem wspomnień
Tam gdzie świta zachód słońca rozrzucony między palce
A godzinę któej nie dosięgnie żaden z nich

GW

 

Nigdy nie wystarczyło odwagi, żeby powiedzieć, że lubię czytać te wiersze, że zapisuję te, które coś znaczą. Mam dużo czasu, dużo samotnej przestrzeni. Boję się jej, bo nigdy nie chciałam być naprawdę sama, ale popełniałam ten błąd zbyt często. Samotność jest lepsza niż cierpienie, które pojawia się, gdy wraca on, człowiek, od którego usiłuję się uwolnić, przy którym umiem już tylko udawać. Nigdy nie chciałam być kimś takim. Kłamstwo mnie boli, a jednak wychodzi mi najlepiej. W samotności łatwiej o łzy, o mroczne wiry, które chcią wciągnąć na zawsze, ale też łatwiej o nowe wiersze, nowe teksty (które pewnie pojawią się z opóźnienem). Mam czas na muzykę, której nie muszę się wstydzić, której nikt już nie będzie oceniał. Uwielbiam, gdy muzyka pozwala przekroczyć granicę, zbliża do emocji, które powoli stawały się obce. Tak jak sny, łączy to co nienazwane.
Dlatego wróciłam też tu https://www.last.fm/user/dharmakaja, może muzyka poprowadzi tam, gdzie powinna, choć przeczuwam, że wszystko zakończę na monologach.

„…she likes what i like, she thinks the way i think, and she is making me love, wants to control my breath.. sometimes it is unreal.. so good and so free.. „

podsumowanie

Małe podsumowanie. Przepisałam większą część tekstów z całego czasu, kiedy mnie tu nie było. Odczuwam trochę zażenowania, ale też i ulgi. Zapomniałam, że pisanie ułatwiało oczyszczenie.

Jakiś czas temu utknęłam znów ze swoim życiem. Miesiącami starałam się dla kogoś być kimś innym, wydawało mi się, że lepszym. Dopiero skupienie się na sobie, odszukiwania satysfakcji z życia uświadamia mi, że samo nic się nie zmienia, ale też zmiany są niezbędne.

Faktycznie ciekawi mnie, czy ktokolwiek anonimowo jeszcze trafi na opisywaną przeze mnie wędrówkę. To co piszę, jest na tyle osobiste, że nie będę tego w żaden sposób promować.

Chciałabym, żeby napisanie tego wszystkiego, co chcę teraz napisać, było łatwiejsze. Może dlatego, że tak długo był w moim życiu ktoś, kto próbował wmówić mi, że coś jest ze mną nie tak, że coraz trudniej jest się otworzyć.

Kolejny raz byłam z kimś. Tym razem długo. Dlaczego? Bo wydawało mi się i pewnie nadal tak uważam, że miłość mojego życia już minęła. Nigdy nie będę kochać tak jak wtedy i nigdy nikogo później tak nie kochałam. Ale kochałam wiele razy. Czy ktoś był na dłużej czy na chwilę, mężczyźni, kobiety. Tak bardzo bałam się samotności i powierzchowności, że błagałam żeby został, mimo, że wyzywał, mówił, że przestał kochać albo że mnie nienawidzi, a później wszystko odwoływał. Ja kochać w końcu przestałam. Chciałam przy ostatnich razach, żeby się wyprowadził, zaczął mnie osaczać. Im więcej osaczenia, tym bardziej chcę uciec, ale nie mam ochoty kolejny raz przy próbie rozmowy o rozstaniu słuchać obelg. Mam nową pracę, wracam w wolnych chwilach do programowania, odbiję się z niewielkiego dołka choćby miało to trwać cały rok, i sama w końcu zniknę z jego życia. Dlaczego nie postawię na swoim i nie każę mu się sama wyprowadzić? Bo już to robiłam. Wyzywał, zapowiadał, że zniszczy całe mieszkanie, a dla mnie dobra materialne nie są tak ważne jak odzyskana psychiczna stabilność. Poza tym pewnie dlatego o tym piszę, zamiast coś z tym zrobić. Mamy wspólnych znajomych, których sobie bardzo cenię i nie chce ich mieszać do wielkiej szopki, która by się rozpoczęła.

Wiem, że mimo tego, jak bardzo już nigdy nie będę tą osobą sprzed lat, wszystko w życiu układa się tak jak powinno. Poza spokojem, który psychicznie odzyskałam, dużo znów rzucam zaklęć, które wspomagają cały proces i które pomagają odzyskać kontrolę.

Więcej pieniędzy to raz. Dwa dużo więcej ćwiczeń, znów rower – zrzucam to co przybyło w najgorszym momencie życia. A w tym najgorszym momencie nawet seksu nie było.

Chciałabym być jak przeciętna kobieta. Bo lubię seks. Lubię myśleć, co mogłabym zrobić z kolegą z pracy, czy koleżanką od wina, lubię sobie potem zrobić dobrze. Nie lubię zdrad, choć nie mam problemu z trójkątami czy wręcz dzieleniem się wewnątrz związku. Nie lubię zdrady, bo dla mnie seks to wciąż jakaś emocjonalna relacja. Nawet jeśli jest jednorazowa.

Ale zdradzałam. Na początku, bo chciałam zobaczyć czy jeszcze go kocham. Gdy okazało się, że nie, zaczęłam szukać oznak tego, czy jestem może po prostu złą osobą. Zamiast wyrzutów sumienia, znalazłam w życiu więcej satysfakcji, nawet jeśli tylko jednorazowej, bez większego pragnienia powtarzania tych epizodów. Może poza jedną, dość zaskakującą relacją, która dostarcza mi poza fizycznym spełnieniem, sporą dozę mentalnego podniecenia i swobodę zamiast oczekiwań i ograniczeń, ale to jeszcze nie temat na dziś.

skrót bólu przełomu i zmian z 2017

Coś pękło. Mają rację pewnie Ci, co mi mówili, że dla faceta nie warto się poświęcać. Nie chce mi się teraz nic. Przede wszystkim żyć.

 

W ustach smak krwi.
Wiem, że zrobiłam coś złego. Nie żałuję.

Są łzy. i tabletki. Ale nie ma po nich snów, a sny to wszystko co mam.

Punkt w którym nie odróżniam dobra od zła. Szukam i przekraczam własne granice, żeby znaleźć uczucia, bo do niego nie czuję już nic. Tyle razy groził, że odejdzie, że teraz pragnę tylko tego. Gra na moich emocjach, nie chce się wyprowadzić, zbieram siły. Jak tylko odbuduję siebie, sama zniknę, tej decyzji nikt nie podejmie za mnie.

 

2016/2017

Jak zacząć? Mam treść, muszę znaleźć właściwą formę, byście mogli mnie jeszcze usłyszeć. A jeśli nikt nie będzie słuchał..?

 

Tyle bólu w każdym z nas
Że już nie szukamy szczęścia
Patrzysz na mnie jak na wroga
Mimo, że ta sama droga
Rozciąga się pod naszymi stopami
Życie nie oszczędza, ktoś rzuca kłodami
Pod nogi, nie czekając zwykle
Aż się podniesiesz. Przykre?

A może zasłużyliśmy?
Patrzysz na nich jak na przedniot
Myślisz, że jesteś lepszy?
Obwiniasz innych o całe zło
Ale nie potrafisz zerwać kręgu
Jednym słowem lub decyzją
Zmieniasz czyjąś rzeczywistość w piekło

Cierpisz i usprawiedliwiasz siebie
Mówisz, że ktoś skrzywdził także ciebie

Jeśli sam się nie zatrzymasz
Pociąg życia wykolei się z tobą
Chcesz w nim zostać?

 

 

Zamykam oczy i tworzą
Historie, które się nie wydarzą
Setki wariantów zakończeń
Na które za mało czasu

 

Gdy spotykasz to co najważniejsze
to, co miałeś spotkać
Wiesz, że nie chcesz tego stracić
Ale wszystko co robisz zmierza ku zniszczeniu

To tylko kwestia czasu
Jestem potworem, niszczyłam życia
patrzyłam jak inni spadają i nie robiłam nic
Nie mam prawa być szczęśliwa
Każdy dzień życia ze świadomością
że jednak zrobię coś
czego on nie zrozumie i nie wybaczy

Ale nie umiem być kimś innym

 

Nie mam gdzie się schować, kiedy potrzebuję
Gdy się boję
A wciąż panicznie się boję
Straty

Kolejne kopie tekstów z przełomu 2012-2016 czII

Gdybyśmy się spotkali
O czym byśmy rozmawiali?
Gdy spojrzymy sobie w oczy
Ujrzymy coś, co nas zaskoczy?
A może pisane nam wręcz przeciwnie
Jak raz pierwszy w życiu kochać prawdziwie

 

Chcę zerwać ten krąg
Świat zmierza do końca

 

Czy miałabym ci coś jeszcze do powiedzenia? Samotność i niezrozumienie napędza paranoję. Wyrzucam się z umysłu w dzień, wracasz po wielu miesiącach w nocy. Przypominasz strach, bo wiem, że już nic takiego się nie powtórzy. Poszliśmy innymi drogami, nie da się już zawrócić. Boli, bo nie znalazłam niczego więcej.
W twoich słowach też widzę samotność, choć wiem, że nie jesteś sam.

Tam gdzie boli najbardziej, mogę tylko stać samotnie. Zasypiam i otwieram bramę. Jesteś, choć jedyne czego wtedy chcę, to żebyś zniknął. Albo wrócił na jawie.

Kolejne kopie tekstów z przełomu 2012-2016

Pewnego dnia odkrywasz
że nie do przodu pcha cię ścieżka
Nie ty się poruszasz
A poszerza pole widzenia

Całe życie szukałeś odpowiedzi
Zadając niewłaściwe pytania
A gdy prawda się pojawi
Słowa stają się niewłaściwe

 

Przekleństwo człowieka, który stoi między światami. Szukanie cech wspólnych, punktów przynależności. Cierpisz, gdy nie możesz znaleźć żadnych. Wiesz, że gdy znajdujesz, są złudne.

Kolejne kopie tekstów z przełomu 2012-2016

Może właśnie tak ma być
Wieczne niespełnienie
Pcha cię do przodu
Pcha cię w wir poszukiwań

Napędza i boli

Supposed to be like that
Bittersweet moments of my life

Maybe that’s what keeps me whole
Keeps me on my way..

But is it truly freedom..?

 

Tak czy inaczej jestem sama. Nici połączenia, pozornego porozumienia zerwać łatwo jak pajęczynę. Kogoś zaboli, reszta się nie przejmie. Walczymy zawsze w samotności. Nikt nie zapyta, o czym piszesz, dokąd chcesz dojść. Nikt już nie powie, że widzi w twoich oczach siebie. W krótkich chwilach milczącego zrozumienia wiesz, że to koniec.

WHAT’S THE POINT..?

Roztrzaskałam siebie. Resztki deptałam, aż został sam pył. Nikt nie widzi. Nie chce widzieć. Nie musi.