1111

Czy można jednocześnie czegoś pragnąć i bać się czegoś? Uciekam, chowam się w najbardziej nie dostępnych jaskiniach, unikam jej jak ognia. I przez te kilkanaście lat ucieczka udawała się. Aby zapomnieć o strachu. ogrodziłam się murem i udawałam, że jej nie widzę. Zastąpiłam najbezpieczniejszą formą jej uzewnętrzniania, aby myśleli, że jestem normalna. Ale mur przez lata poddawany wielu czynnikom zaczął się wykruszać. Nie dawałam rady wciąż go podtrzymywać, więc znów zaczęłam uciekać i nienawidzić, bo inaczej nie potrafiłam sobie z tym wszystkim poradzić. Chciałam zacząć od nowa. Pięknie, ale nie przewidziałam, że wróci. Tak niebezpiecznie, że trzeba znów uciekać. Co mnie trzymało? Chciałam uciec przed samą sobą. Dziś też boję się do tego przyznać, a przecież to wciąż trwa. Jeżeli się pomyliłam. to nic, bo pojawi się inna, nowa… A jeżeli jest w końcu prawdziwa? W takim razie nic nie robiąc. zabijam się. Wegetacja długotrwała zakończyła się zdaniem znikąd: „wstań, pokaż, że żyjesz”. Powiem jej, że w końcu jej uwierzyłam i będę miała nadzieję, że tym razem mnie nie oszuka, bo już za parę lat mogę nie być w stanie jej uwierzyć. I to będzie dla mnie koniec. Wiem, że muszę Ci powiedzieć, tak, Tobie, człowieku. Jednak cały czas się boję, że nie znajdę odpowiedniego momentu. Znów słyszę: „powiedz, bo kiedyś będziesz żałować”, „walcz, nie rezygnuj, nie znając rezultatu”. Dlatego koniec z ucieczką, wiedz, że się Ciebie nie boję i mam nadzieję, że tym razem powiesz mi, kim naprawdę jesteś…

Żyję…

Mimo braku odpowiedniego sprzętu, reanimacja się udała. Miejmy nadzieję, że to się więcej nie powtórzy. Przyda się zmiana trybu życia. Uwierzyć było trudno, ale fundament udało się postawić. Na razie marny, ale na początek wystarczy. Chyba spróbuję sama, bo ani ja ani Ty nie wiemy, czego tak naprawdę chcemy. Oboje za bardzo się siebie boimy, ale może kiedyś nam się uda. Może kiedyś odnajdziemy się w tym świecie.
Teraz Ty upadasz, tracisz wiarę, a ja bardzo chcę Ci pomóc. W tej chwili nic mnie nie obchodzi moja choroba i moje problemy. Wiem, że potrzebujesz pomocy. A jeśli Ty też nie potrafisz o tą pomoc poprosić? Czuję się troszkę winna z tego powodu. Kiedy piszę, łatwiej mi rozumieć. Wydaje mi się, że moją miłością do… Boga?… krzywdzę Ciebie. Nieświadomie, a może świadomie?. Ale kiedy myślę nad uczuciem do Ciebie, wiem, że kogoś Innego mogę w tej chwili ranić[mogę?]. Jakie to skomplikowane. Chyba jednak wolę ranić kogoś innego niż Ciebie, człowieku, bez względu na to, kto to jest.