dharmakaja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

Czas kontynuować naszą opowieść. Wejdźmy więc na inne piętro, pierwsze wrażenie najważniejsze. Elita bezczelnie obserwuje [siebie nawzajem]. Obcość, przechodzimy obok siebie obojętnie. Coraz częściej uciekamy, żadne nie będzie mądrzejsze. Aktualny nosiciel przyjął do wiadomości, że czas biegu przedłużył się. Został długodystansowcem. Przerwa, cisza, cisza, pustka, myśli obojętnie przelatują każdemu przez głowę. Wciąż ten żal, gdy świat ogląda się za siebie. Walczący o Równowagę, który błądzi, nie jeden a dwóch. Kolej na drugie wrażenie, tak magicznie, wyjątkowo. Nic nas nie obchodzicie, zwis powszechny, choroba młodego pokolenia, choroba współczesnego świata. W międzyczasie wtrącam, że nie było syreny, co dziś się dziwne jednak nie wydaje. Ale znów uprzedzamy fakty.
Napotkana po drodze opowieść o wiecznej miłości, która ciągnie się już długo, mimo staczania się w dół najważniejszego jej fragmentu. Noc i kolejna opowieść o miłości, jakże odmiennej, jakże bezimiennej, nie nazwanej i jakże nie istniejącej. Jakże beszczelnie i szczeniacko nazwana miłością. Omijają się skutecznie, a przecież nie jest to konieczne. Kolejna lekcja pt. „mam was w dupie”. Tak przejmująco niemiła… Mamy dużo czasu na obojętność. Wciąż uciekamy, dlatego nie ma o czym pisać. Wszystko dzieje się poza słowami, za czerwoną kotarą, za którą nawet ja, narrator wszechwiedzący, nie ma wstępu. Co za idiota mnie tak nazwał? Dajmy im spokój, nie chcę wam zdradzać szczegółów, bo my przemykamy po cichu obok życia już dosyć długo. Próbując przystosować się do sytuacji. Biorytm fizyczny zapowiada skok.

Całe, trwające prawie tydzień, odosobnienie okazało się mozolną pracą. Żadnej zmiany i zamknięte oczy na światło. Najważniejsze wydarzenia tamtego okresu zostały pominięte, miłość chciała być razem, gdzie tylko się dało. Wszyscy byli im przeciwni i zawierali coraz to nowe sojusze. Ten dobry człowiek, amazonka w dżungli świata, okazał się być największym wrogiem. Wpatrzeni w siebie, nie zauważają nic. Złączeni na zawsze, uczą się cielesności. Każdego dnia coś innego, coś nowego, z każdą chwilą coraz pewniej. Coraz mocniej i głębiej, by zapomnieć o nieuchronnym chwilowym rozstaniu. Pamiętacie białą ścianę? Już jest po wszystkim. Biała ściana pełna krwi, której reszta jej pozostała w strzykawce. Zapchana. Kupa nerwów, bo nic nie chce lecieć. Marzenia do spełnienia, twoja droga do gwiazd. Patologia i wakacje trupa.

Miłość powróciła do szarej rzeczywistości, tak jeszcze sprzeczna. Obserwowana w czasie dopasowywania części układanki w ciszy, w samotności, w odosobnieniu. Potem miłość siada osobno w ciemności i nie widzi nowego nosiciela, który zmaga się z chorobą. Złapany w pułąpkę, podąża w stronę ciemności, w stronę lasu. Mimo ogromu ludzi wokół, nikt nie widzi, że idzie, że próbuje się oprzeć sile pragnącej doprowadzić do pojawienia się informacji w jutrzejszej gazecie o niewyjaśnionej śmierci nastolatki w lesie. Złe słowa brutalnie krzywdzą miłość, pusta wdzięczność, mówienie o niczym, kłamstwa niepozorne, wybaczone samemu sobie. Żeby nie uskuteczniać bełkotu w nieskończoność, należy uciec do problemu innej miłości, kontrolowanej. Tylko dlatego trwała. Wystarczyło ją potem na chwilę zostawić, a zawiodła. Rozpadła się na najdrobniejsze kawałeczki. Lecz nie uprzedzajmy faktów, mimo, że nieszczęśliwych, to nieuniknionych. Ucieknijmy najpierw, by pomóc, bo za wcześnie zniknąć nie mogą… Zostawmy tych z układanki, bo tu teraz nic nie zrobimy, najwyżej zepsujemy. Nie patrzcie, to nie dla was, to nie wasza sprawa. Odosobnienie medytacyjne, w strugach deszczu, nie mogąc przejść przez bramę… Za dużo krzywd. Wspomnijmy jeszcze tylko nić porozumienia między wszystkimi nosicielami, która, mimo wszystko, nie rozpadła się całkowicie…


  • RSS