dharmakaja blog

Twój nowy blog

DIAMENT DOSKONAŁEJ MĄDROŚCI

TUN LI TUN LI MAHA TUNLI TUN TUN LI ! SWA HA !

Tak słyszałem:

Budda przebywał w Srawasti, w lasku Dżoty, w ogrodzie Anathapindiki, wraz z wielkim zgromadzeniem ponad tysiąc dwustu pięćdziesięciu mnichów. Dnia pewnego w czas posiłku, czczony przez świat ubrał się wziął miskę i wszedł do wielkiego miasta Srawasti żebrać pożywienia. Chodził od drzwi do drzwi a potem powrócił, spożył posiłek, odłożył szatę, miskę, umył stopy, przygotował swe miejsce i usiadł.

A był wśród zgromadzenia starszy Subhuti, powstał ze swego miejsca, odkrył prawe ramię, ukląkł na prawym kolanie, z szacunkiem wzniósł złączone dłonie i rzekł do Buddy : O czczony przez świat, jak cudownie, że Tathagata pamięta o wszystkich Bodhisattwach Mahasattwach prowadząc i pouczając ich! O czczony przez świat, jeśli mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty poszukują Doskonałego Zupełnego Oświecenia, to co czynić muszą i jak mają kontrolować swe myśli?

Budda rzekł : Dobrze, dobrze Subhuti, tak właśnie jest jak rzekłeś Tathagata pamięta o wszystkich Bodhisattwach – Mahasattwach, prowadzi ich i poucza. Teraz słuchaj i bierz me słowa do serca : Ogłoszę ci co mężczyzna i kobieta wielkiej cnoty szukający Doskonałego Zupełnego Oświecenia mają czynić, jak kontrolować myśli.

O Czczony przez świat, z radością słucham, powiedział Subhuti.

Rzekł Budda : O Subhuti, wszyscy Bodhisattwowie Mahasattwowie powinni ćwiczyć swe myśli tak oto : Wszystkie jakiekolwiek żywe istoty, porodzone z jaja, narodzone z łona, narodzone z wilgoci, cudownie narodzone, w formie i bez formy, myślące i niemyślące, oraz ani myślące ani niemyślące, wszystkie je wiodę do Wyzwolenia Nirwany. A jednak choć niezmierzona, nieprzeliczona, bezgraniczna liczba istot jest wyzwalana, naprawdę żadna istota wyzwolona nie została. A dlaczego? Bowiem Subhuti, jeśli Bodhisattwa hołubi fałszywe pojęcia jaźni, istoty, duszy i osoby, nie jest prawdziwym Bodhisattwą.

Ponadto Subhuti, w tej praktyce dawania Bodhisattwa jest nie związany z czymkolwiek. Praktykując dawanie bez względu na wygląd, bez względu na dźwięki, zapachy, smaki, dotyki czy jakiekolwiek dharmy. Tak właśnie Bodhisattwa praktykuje dawanie bez przywiązania umysłu ku jakiemukolwiek fałszywemu pojęciu formy. A dlaczego? Bowiem gdy umysł Bodhisattwy podczas praktyki dawania nie przywiązany jest ku czemukolwiek, jego zasługa będzie nie do pojęcia, nie do zmierzenia. Jak myślisz Subhuti, czy mógłbyś zmierzyć całą przestrzeń na wschodzie? Nie mógłbym o Panie! Jak myślisz Subhuti, czy mógłbyś zmierzyć całą przestrzeń na południu, zachodzie, północy, we wszystkich dziesięciu kierunkach? Nie mógłbym o Panie! Tak właśnie Subhuti, nie do pojęcia nie do wymierzenia jest zasługa Bodhisattwy praktykującego dawanie bez jakiegokolwiek przywiązania do wyglądów. Tak oto Bodhisattwowie muszą trwać w tej nauce.

O Subhuti, czy rozpoznasz Tathagatę przez jego cielesne formy? O nie, Czczony przez Świat, Tathagata nie może być tak rozpoznany. A dlaczego? Bowiem Tathagata głosi iż cielesna forma nie jest rzeczywistą formą .

Rzekł Budda : O Subhuti, wszystko posiadające formę jest nierzeczywiste. Jeśli nierzeczywistość wszystkich form jest zobaczona, Tathagata zostaje rozpoznany.

Rzekł do Buddy Subhuti : O Czczony przez świat, czyż znajdą się ludzie, którzy rozwiną prawdziwa wiarę w słowa tej nauki gdy będzie im wyjaśniona? Rzekł Budda : Nie mów tak nie mów Subhuti! I przy końcu ostatniego pięćsetlecia po odejściu Tathagaty będą ludzie zachowujący prawość, spełniający dobre czyny, bogaci w zasługi, którzy słysząc te nauki rozwiną wiarę i urzeczywistnienia Prawdę. Wiedz, ze swych korzeni dobra nie umiejscowią tylko przy jednym, dwóch, trzech, czterech, lub pięciu Buddach, lecz przy niezliczonych tysiącach i dziesiątkach tysięcy Buddów. Gdy usłyszą te zdania wytryśnie w nich źródło czystej wiary a Tathagata zna ich i widzi wszystkich. Osiągną oni nie do wymierzenia zasługi. A dlaczego? Jeśliby ich umysły trzymały się form uchwytywaliby pojęcia jaźni, istoty, duszy i osoby. Jeśliby ich umysły trzymały się Nie-Dharmy uchwytywaliby pojęcia jaźni, istoty, duszy i osoby. Dlatego nie należy hołubić ani utrzymywać pojęcia Dharmy a tak samo Nie-Dharmy. Oto dlaczego Tathagata zawsze naucza : moja nauka Dharmy jak tratwa ma być przyjmowana! Nawet Dharma ma być porzucona, a cóż dopiero Nie-Dharma.

Jak myślisz Subhuti, czy jest jakaś Dharma którą Tathagata osiągnął jako Najwyższe Oświecenie i czy wykładał Tathagata jakąś Dharmę?

Odrzekł Subhuti : Tak jak rozumiem znaczenie nauki nie ma ustalonej Dharmy zwanej Najwyższym Oświeceniem i nie ma również ustalonej Dharmy którą Tathagata by wykładał. A Dlaczego? Bowiem Dharma wykładana przez Tathagatę nie może być uchwycona ani wyrażona – nie jest Dharmą ani Nie-Dharmą. A Dlaczego? Bowiem ta nie do wypowiedzenia Wieczna Dharma jest korzeniem wszystkiego.

Jak myślisz Subhuti, gdyby ktoś wypełnił cały Wszechświat siedmioma skarbami i złożył je wszystkie w darze, to czy osiągnął by wielką zasługę?

Odrzekł Subhuti : Bardzo wielką, O Czczony przez Świat! A Dlaczego? Bowiem ta zasługa nie posiada natury zasługi i dlatego Tathagata zwie ją wielką.

A jednak Subhuti, gdyby ktoś wziął do serca choćby jedną gathę z tej sutry, nauczał jej i wyjaśniał ją innym, jego zasługa byłaby większa. A Dlaczego? Bowiem Subhuti, wszyscy Buddowie i ich Dharmy Najwyższego Oświecenia mają źródło w tej sutrze. Jednakże Subhuti, ci tak zwani Buddowie i Dharmy nie są rzeczywistymi Buddami i Dharmami.

Jak Myślisz Subhuti : Czy w umyśle wkraczającego w Strumień Świętego Życia powstaje myśl : Ja osiągnąłem owoc wkraczającego w strumień?

Odrzekł Subhuti : O nie, Czczony przez świat! A Dlaczego? Bowiem wkraczający w strumień jest tylko nazwą lecz w istocie nie ma dlań żadnego wkraczania w formę, dźwięk, zapach, smak, dotyk czy przedmiot umysłu i dlatego zwany jest Wkraczającym w Strumień.

Jak myślisz Subhuti? Czy w umyśle Raz-Powracającego powstaje myśl : Ja osiągnąłem owoc Raz-Powracającego?

Odrzekł Subhuti : O nie Czczony przez Świat! A Dlaczego? Ponieważ Raz-Powracający jest tylko nazwą lecz w istocie nie ma żadnego nie-powracania. Dlatego zwany jest Raz-Powracającym.

Jak myślisz Subhuti, czy Arhat utrzymuje myśl : Ja osiągnąłem oświecenie Arhata?

O nie Czczony przez Świat! A Dlaczego? Bowiem wkraczający w strumień jest tylko nazwą lecz w istocie nie ma dlań żadnego wkraczania w formę, dźwięk, zapach, dotyk czy przedmiot umysłu i dlatego zwany jest Wkraczającym w Strumień.

Jak myślisz Subhuti? Czy w umyśle Nie-Powracającego powstaje myśl : Ja osiągnąłem owoc Nie-Powracającego?

Odrzekł Subhuti : O nie, Czczony przez Świat! A Dlaczego? Bowiem Nie-Powracający jest tylko nazwą lecz w istocie nie ma żadnego nie-powracania. Dlatego zwany jest Nie-Powracającym.

Jak myślisz Subhuti, czy Arhat utrzymuje myśl : Ja osiągnąłem oświecenie Arhata?

Odrzekł Subhuti: O nie Czczony przez Świat! A dlaczego? Bowiem nie ma Dharmy, która byłaby zwana stanem Arhata. O czczony przez Świat, jeśli Arhat myślałby „Ja osiągnąłem oświecenie Arhata” wówczas chwytałby i utrzymywał pojęcie jaźni istoty, duszy i osoby. Czczony przez Świat, Tathagata powiedział że osiągnąłem pozbawione żądz

Samadhi i że przewyższam wszystkich ludzi. Dlatego jestem najwyższym, pozbawionym żądz Arhatem. O Czczony przez Świat, nie myślę jednak „Jestem pozbawionym żądz Arhatem”, ponieważ, gdybym myślał „Osiągnąłem stan Arhata”, wtedy Tathagata nie mógłby rzec : „Subhuti osiągnął Pozbawione żądz Samadhi, wolne od pokus i strapień.” Oto dlaczego Subhuti zwany jest „Mieszkający w Pokoju, Mieszkający w Pokoju”.

Rzekł Budda : Jak myślisz Subhuti, czy Tathagata osiągnął cokolwiek z Dharmy gdy w przeszłości był z Buddą Dipankarą?

O nie, Czczony przez Świat. Gdy Tathagata był z Dipankarą nie osiągnął z Dharmy niczego.

A jak myślisz Subhuti, czy Bodhisattwowie stwarzają jakieś harmonijne krainy Buddy przez swoje czyny?

O nie, Czczony przez Świat, ponieważ stwarzanie to nie jest rzeczywiste, jest tylko zwane stwarzaniem harmonijnych krain Buddy.

Oto dlaczego Subhuti, wszyscy Bodhisattwowie Mahasattwowie muszą rozwinąć czysty i jasny umysł nie przebywający w wyglądzie, dźwięku, zapachu, smaku, dotyku lub w tym co umysł chwyta. Muszą rozwinąć umysł, który nie przebywa w czymkolwiek.

Jak myślisz Subhuti, gdyby człowiek miał ciało jak góra Sumeru, czy byłoby ono wielkie?

Odrzekł Subhuti : Bardzo wielkie, o Czczony przez Świat. A Dlaczego? Bowiem Budda głosi iż nie jest to rzeczywiste ciało, lecz jest tylko zwane wielkim ciałem.

O Subhuti, gdyby istniało tyle rzek Ganges ile jest ziaren piasku w wielkiej rzece Ganges, to czy wiele by było w nich piasku?

Odrzekł Subhuti : Bardzo wiele, o Czczony przez Świat! Samych rzek Ganges nieprzeliczoność a cóż dopiero w nich piasku?

O Subhuti, ogłoszę ci prawdę. Gdyby mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty wypełnili skarbami tak wielką ilość wszechświatów jak wielka jest liczba ziaren piasku w tych rzekach i złożyli to wszystko w darze, to czy zasługa ta byłaby wielka?

Odrzekł Subhuti : Bardzo wielka, O Czczony przez Świat!

Rzekł Budda : O Subhuti, gdy mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty przyjmie i zatrzyma w sercu choćby jedną gathę z tej sutry i będzie nauczać jej i przedstawiać ją innym, to zasługa ta będzie większa.

Co więcej, to miejsce ziemi, gdzie ta sutra czy nawet jedna jej gatha będzie przedstawiana, wiedz o Subhuti, powinno być czczone ofiarami przez dewy, ludzi i asurów, podobnie jak stupa lub świątynia Buddy. Tym bardziej jeśli ktoś tą sutrę przyjmuje, trzyma w sercu, czyta i recytuje ją całą!

O Subhuti, ktoś taki osiąga najwyższą i najcudowniejszą Dharmę. Tam gdzie ta święta sutra się znajdzie – Budda i jego czcigodni uczniowie będą również obecni.

Wtedy Subhuti spytał Buddę tak : O Czczony przez Świat, jaka nazwa jest dana tej sutrze i jak powinniśmy przyjmować ją i zachowywać w umyśle?

Rzekł Budda : O Czczony przez Świat, Tathagata nie głosi niczego.

A jak myślisz Subhuti, czy wiele jest cząstek prochu we wszechświecie?

Odrzekł Subhuti : W istocie wiele, O Czczony przez Świat!

O Subhuti, Tathagata głosi iż te wszystkie cząstki prochu nie są rzeczywiste lecz są zwane tylko cząstkami prochu. Tathagata głosi iż wszechświat nie jest rzeczywisty lecz jest tylko zwany wszechświatem.

Jak myślisz Subhuti, czy Tathagata może być rozpoznany przez swoje trzydzieści dwa znamiona?

O nie, Czczony przez Świat. Tathagata nie może być tak rozpoznany. A Dlaczego?

Bowiem Tathagata mówi że rzeczywiście one nie istnieją, są tylko zwane „trzydziestu dwu fizycznymi znamionami”.

O Subhuti, gdyby mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty na praktykę dawania poświęcili tak wiele żywotów jak wiele jest ziaren piasku w Gangesie, i gdyby, z drugiej strony, ktoś przyjął i zachował w sercu choćby jedną gathę z tej sutry i przedstawił ją innym, to jego zasługa byłaby większa.

Wówczas Subhuti słuchając sutry uchwycił głębokie znaczenie i został poruszony do łez Rzekł Buddzie : Jak cudownie, O Czczony przez Świat, że Budda wygłosił tę tak głęboką sutrę. Odkąd osiągnąłem oko mądrości nie słyszałem takiej sutry. O Czczony przez Świat, jeśli ktoś słuchając tej sutry uwierzy w swój jasny i czysty umysł, urzeczywistni rzeczywistość. Powinniśmy wiedzieć, że ktoś taki osiągnie najwyższą i najcudowniejszą zasługę. O Czczony przez Świat, ta Rzeczywistość nie jest Rzeczywistością, lecz Tathagata zwie ją Rzeczywistością.

O Czczony przez Świat, gdy teraz słuchałem tej sutry bez trudu uwierzyłem, zrozumiałem, przyjąłem i pozostałem przy niej, lecz w ostatniej epoce, w ostatnich pięciuset latach, jeśli znajdzie się człowiek, który słuchając tej sutry uwierzy, zrozumie, przyjmie i pozostanie przy niej, to będzie to doprawdy rzadkie. A Dlaczego? Ponieważ formy jaźni, istoty, duszy i osoby nie są rzeczywiście formami. A Dlaczego? Bowiem ci, którzy porzucili rozróżnienie wszelkich form zwani są Buddami.

Rzekł Budda : Właśnie tak, właśnie tak, Subhuti! Jeśli ktoś słuchający tej sutry nie będzie nią przerażony, wypełniony lękiem i grozą, wiedz o Subhuti, że ktoś taki będzie doprawdy rzadkością. A Dlaczego? Ponieważ Subhuti Tathagata głosi iż pierwsza z Paramit jest tylko zwana pierwszą z Paramit.

O Subhuti, podobnie Tathagata głosi iż Paramita Cierpliwości nie istnieje lecz jest tylko zwana Doskonałością Cierpliwości. A Dlaczego? Ponieważ o Subhuti, gdy w przeszłości Kaliradża rozrywał moje ciało nie było wówczas we mnie pojęcia jaźni, istoty, duszy lub osoby. A Dlaczego? Ponieważ w przeszłości gdy ciało było ćwiartowane, gdybym wciąż trzymał się pojęć jaźni, istoty, duszy i osoby, wówczas uczucia gniewu i nienawiści powstały by we mnie. O Subhuti, pamiętam również z przeszłości, podczas moich wcześniejszych pięciuset żywotów byłem ascetą praktykującym cierpliwość i wtedy także nie trzymałem się pojęć jaźni, istoty, duszy i osoby. Tak więc Subhuti, Bodhisattwowie powinni porzucić wszelkie pojęcia form i rozwinąć Umysł Najwyższego Oświecenia. Ich umysły nie powinny przebywać w wglądach, dźwiękach, zapachach, smakach, dotykach, ani w tym co umysł chwyta. Ich umysły nie powinny przebywać nigdzie. Gdyby umysły ich przebywały w czymś, trwaliby w błędzie. Oto dlaczego Budda mówi, że umysł Bodhisattwy nie powinien przebywać w wyglądzie gdy praktykuje dawanie. O Subhuti, wszyscy Bodhisattwowie tak właśnie powinni ofiarowywać dary dla dobra wszystkich odczuwających istot. Tathagata głosi o wyglądach, które nie są wyglądami i o odczuwających istotach, które nie są odczuwającymi istotami. O Subhuti, słowa Tathagaty są prawdziwe i zgodne z rzeczywistością. Są to słowa ostateczne, nie ma w nich fałszu ani herezji. O Subhuti, Dharma osiągnięta przez Tathagatę nie jest ani rzeczywista ani nierzeczywista.

O Subhuti, jeśli Bodhisattwa praktykuje dawanie z umysłem przebywającym w dharmach, jest jak człowiek będący w ciemności, który nie widzi niczego.

Jeśli jednak Bodhisattwa praktykuje dawanie z umysłem nie przebywającym w żadnej rzeczy, jest jak człowiek z otwartymi oczami, widzący wszystko jak w blasku słońca.

O Subhuti, w przyszłości ci mężczyźni lub kobiety wielkiej cnoty, którzy przyjmą, zatrzymają w umyśle, będą czytać i recytować tę sutrę, będą zobaczeni i rozpoznani przez Tathagatę przez jego mądrość Buddy i osiągną oni niezmierzone i bezgraniczne zasługi.

O Subhuti, gdyby mężczyzna lub kobieta poświęcili na praktykę dawania tak wiele żywotów jak wiele jest ziaren piasku w Gangesie, i choćby czynili to rankiem, w południe i wieczorem przez niezliczone eony, to jednak, gdyby ktoś przez słuchanie tej sutry uwierzył w swój umysł bez żadnych wątpliwości, to jego zasługi przewyższą zasługi tamtych. A cóż dopiero, gdyby ta sutra była przepisywana, przyjmowana, zachowywana, czytana, recytowana i przedstawiana innym!

O Subhuti, zaprawdę zasługi wynikające z tej sutry nie są do pojęcia, bezcenne są i bezgraniczne. Tathagata głosi ją dla wstępujących w Mahajanę i w Najwyższą Janę. Gdy ktoś ją przyjmuje zachowuje w umyśle, czyta, recytuje i szeroko przedstawia innym, to osiąga niewyrażalne, nie do pojęcia zasługi, bez miary i granic, a Tathagata zna go i widzi. Ktoś taki poniesie najwyższe Oświecenie Tathagaty. A Dlaczego? Ponieważ Subhuti, co którzy znajdują zadowolenie w Hinajanie i ci którzy utrzymują pojęcia jaźni, istoty, duszy i osoby nie będą w stanie słuchać, przyjmować, zachowywać w umyśle, czytać i recytować tej sutry ani przedstawiać jej innym.

O Subhuti, gdziekolwiek ta sutra by się znalazła, tam wszystkie światy dewów, ludzi i asurów powinny składać ofiary, i wiedz, że to miejsce jak stupa powinno być czczone nabożeństwami i okrążeniami, ofiarami kadzidła i kwiatów.

Ponadto Subhuti, gdy mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty którzy przyjmują, zachowują w umyśle, czytają i recytują tą sutrę są upokarzani przez innych, to ktoś taki zmuszony do cierpienia złego losu w zapłacie swoich przeszłych grzechów, a którego karmiczne grzechy zostaną teraz wykorzenione przez upokorzenia od innych, osiągnie Najwyższe Oświecenie.

O Subhuti, pamiętam, że w niezliczonych przeszłych eonach przed pojawieniem się Buddy Dipankary, napotkałem osiemdziesiąt cztery tysiące miliardów Buddów którym składałem ofiary i którym służyłem bez zarzutu. A jednak, jeśli by ktoś w ostatnim okresie kalpy Buddy przyjął, zatrzymał w umyśle, czytał i recytował tą sutrę, to jego zasługi przewyższą moje czynione z ofiar czynione Buddom, moje nie mogą być nawet uważane za setną, tysięczną, dziesięciotysięczną, czy stutysięczną część tego. W istocie żadne wyliczenie ani porównanie nie jest możliwe.

O Subhuti, jeśli w ostatnim okresie kalpy Buddy mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty przyjmie, zatrzyma w umyśle, będzie czytać i recytować tę sutrę, to moje pełne przedstawienie zasług tej osoby wzbudziłoby pomieszanie, wątpienie i niewiarę w umysłach wszystkich słuchaczy. Wiedz Subhuti, że znaczenie tej sutry nie jest do pojęcia, tak jak i owoc jej nagrody.

Wówczas Subhuti spytał Buddę : O Czczony przez Świat, jeśli mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty są zdecydowani rozwijać Umysł Najwyższego Oświecenia, to jak powinni utrzymywać swe umysły, jak powinni je ujarzmiać?

Rzekł Budda : Mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty zdecydowani rozwijać Umysł Najwyższego Oświecenia, powinni go rozwijać tak : Muszę wyzwolić wszystkie żyjące istoty, a jednak, choć wszystkie istoty są wyzwalane, doprawdy żadna istota wyzwalana nie zostaje. A Dlaczego? Jeśli bowiem Subhuti, Bodhisattwa trzyma się pojęcia jaźni, istoty, duszy i osoby to nie jest Bodhisattwą. A Dlaczego? Ponieważ o Subhuti, nie istnieje rzeczywiście Dharma, która by mogła rozwinąć Umysł Najwyższego Oświecenia.

A jak myślisz Subhuti, gdy Tathagata był z Budda Dipankarą, czy posiadł jakąś Dharmę dzięki której osiągnął Najwyższe Oświecenie?

O nie, Czczony przez Świat. Tak jak rozumiem znaczenie nauki Buddy, gdy był on z Buddą Dipankarą, nie posiadł żadnej Dharmy dzięki której osiągnął „Najwyższe Oświecenie”.

Rzekł Budda ; Właśnie tak, właśnie tak, Subhuti! Nie było rzeczywiście rzadnej Dharmy dzięki której Tathagata osiągnął Najwyższe Oświecenie. O Subhuti, gdyby było cos takiego, Budda Dipankara nie mógłby mi przepowiedzieć : „W twoim przyszłym życiu staniesz się Buddą zwanym Siakjamunim”. A Dlaczego? Ponieważ TATHAGATA znaczy takość wszystkich Dharm. Jeśli mówi ktoś „Tathagata osiągnął Najwyższe Oświecenie”, to wiedz o Subhuti, iż nie ma żadnej Dharmy dzięki której by go osiągnął, ponieważ Subhuti, Oświecenie samo w sobie nie jest ani rzeczywiste ani nierzeczywiste. To dlatego Tathagata głosi, iż wszystkie Dharmy są Buddy Dharmami. O Subhuti, te tak zwane Dharmy nie istnieją, są tylko zwane Dharmami.

O Subhuti, załóżmy, że jest człowiek którego ciało jest wielkie…

Odrzekł Subhuti : O Czczony przez Świat, wielkie ciało o którym mówi Tathagata nie jest wielkie, lecz jest tylko zwane wielkim ciałem.

O Subhuti, podobnie, gdy Bodhisattwa mówi : „Muszę wyzwolić niezliczone żyjące istoty” nie może być zwany Bodhisattwą. A Dlaczego? Bowiem w rzeczywistości nie istnieje żadna Dharma zwana stanem Bodhisattwy. Dlatego mówi Budda : „Pośród wszystkich Dharm nie ma żadnej która by posiadała jaźń, istotę, duszę lub osobę”. O Subhuti, jeśli Bodhisattwa mówi „Muszę być ozdoba krain Buddy”, nie może być zwany Bodhisattwą. A Dlaczego? Bowiem Tathagata głosi iż takie ozdabianie nie istnieje, lecz jest tylko zwane ozdabianiem.

O Subhuti, gdy Bodhisattwa jest zupełnie biegły w nierzeczywistości jaźni i dharm, wówczas Tathagata zwie go prawdziwym Bodhisattwą.

Jak myślisz Subhuti, czy Tathagata posiada ludzkie oczy?

O tak, Czczony przez Świat, Tathagata posiada ludzkie oczy.

Jak myślisz Subhuti, czy Tathagata posiada oczy dewy?

O tak, Czczony przez Świat, Tathagata posiada oczy dewy.

Jak myślisz Subhuti, czy Tathagata posiada oczy mądrości?

O tak, Czczony przez Świat, Tathagata posiada oczy mądrości.

Jak myślisz Subhuti, czy Tathagata posiada oczy Dharmy?

O tak, Czczony przez Świat, Tathagata posiada oczy Dharmy.

Jak myślisz Subhuti, czy Tathagata posiada oczy Buddy?

O tak, Czczony przez Świat, Tathagata posiada oczy Buddy.

O Subhuti, jak myślisz czy Tathagata mówi, ze ziarna piasku w Gangesie są ziarnami piasku?

O tak, Czczony przez Świat, Tathagata mówił że są one ziarnami piasku.

O Subhuti, jak myślisz, gdyby było tak wiele ziaren rzek Ganges jak wiele jest ziaren piasku w Gangesie, i gdyby było tak wiele krain Buddy jak wiele jest ziaren piasku w tych wszystkich rzekach Ganges, to czy wiele byłoby takich systemów światów ?

O wiele Czczony przez Świat!

Rzekł Budda: Żyjące istoty w tych wszystkich systemach światów mają wiele różnych umysłów, które wszystkie są znane Tathagacie. A dlaczego? Ponieważ umysły o których mówi Tathagata nie są umysłami, lecz są tylko zwane umysłami. A dlaczego? Bowiem Subhuti, ani przeszły, ani obecny, ani przyszły umysł nie może być odnaleziony.

Rzekł Budda: Żyjące istoty w tych wszystkich systemach światów mają wiele różnych umysłów które wszystkie są znane Tathagacie. A dlaczego? Ponieważ umysły o których mówi Tathagata nie są umysłami, lecz są tylko zwane umysłami. A dlaczego? Bowiem Subhuti, ani przeszły, ani obecny, ani przyszły umysł nie może być odnaleziony.

Jak myślisz Subhuti, gdyby ktoś wypełnił cały wszechświat siedmioma skarbami i ofiarował to wszystko w swej praktyce dawania, czy byłoby to dobrą przyczyną osiągnięcia wielkiej zasługi?

O tak, Czczony przez Świat, ponieważ ta dobra przyczyna powodowałaby osiągnięcie wielkiej zasługi.

O Subhuti, gdyby ta zasługa byłaby rzeczywista, Tathagata nie nazywałby jej wielką. Mówił tak o niej, ponieważ jest nie zasługa.

Jak myślisz Subhuti, czy Budda może być rozpoznany przez swoje zupełnie doskonałe fizyczne ciało?

O nie Czczony przez Świat, Tathagata nie może być tak rozpoznany. A dlaczego?

Ponieważ Budda mówi, że zupełnie doskonałe fizycznie ciało nie istnieje, lecz jest tylko zwane zupełnie doskonałym fizycznym ciałem.

Jak myślisz Subhuti, czy Tathagata może być rozpoznany przez swoje zupełnie doskonałe kształty?

O nie, Czczony przez Świat, Tathagata nie może być tak rozpoznany, ponieważ Tathagata mówi, że zupełnie doskonałe formy nie istnieją, są tylko zwane zupełnie doskonałymi formami.

O Subhuti, nie mów, że Tathagata myśli: „Ja muszę przedstawić Dharmę”. Nie utrzymuj takiej myśli. A dlaczego? Bowiem jeśli ktokolwiek mówiłby tak, byłby rzeczywiście oszczerca Buddy i nie mógłby pojąć mej nauki. O Subhuti, gdy Tathagata przedstawia Dharmę, to w rzeczywistości żadna Dharma nie jest nauczana: jest to tylko zwane nauczaniem Dharmy.

Wówczas mądry Subhuti spytał Buddę: O Czczony przez Świat, czy w przyszłych wiekach będą istnieć żyjące istoty, które uwierzą w ta Dharmę, gdy będą ją słyszeć?

Rzekł Budda: O Subhuti, żyjące istoty nie są ani żyjącymi ani nie- żyjącymi istotami. A dlaczego? Bowiem Tathagata mówi, iż te żyjące istoty nie istnieją, lecz są tylko zwane żyjącymi istotami.

Subhuti rzekł do Buddy: O Czczony przez Świat, czy twoje osiągniecie najwyższego Oświecenia oznacza nie osiągnięcie niczego takiego?

Budda odpowiedział: Właśnie tak, właśnie tak, Subhuti! Nie osiągnąłem nawet najmniejszej Dharmy z Najwyższego Oświecenia i to właśnie zwane jest Najwyższym Oświeceniem.

Co więcej Subhuti, ta Dharma jest wszechobecna i niepodzielna, dlatego jest zwana Najwyższym Oświeceniem. Praktyka wszystkich dobrych cnót, bycie wolnym od przywiązania do jaźni, istoty, duszy i osoby przynosi osiągnięcie Najwyższego Oświecenia.

O Subhuti, te tak zwane dobre cnoty o których mówi Tathagata nie są dobrymi lecz są tylko zwane dobrymi cnotami.

O Subhuti, gdyby ktoś w swej praktyce dawania uczynił z siedmiu skarbów stos tak wielki jak wszystkie góry Sumeru we wszechświecie zebrane razem, i gdyby inny człowiek przyjął, zatrzymał w umyśle, czytał i recytował choćby jedną tylko gathę z tej Pradźnia Paramita Sutry i przedstawił ja innym, to zasługa wynikająca z pierwszego daru nie byłaby warta setnej, tysięcznej, dziesięciotysięcznej, nawet stutysięcznej części osiągniętej przez drugiego, i żadne porównanie między nimi nie jest możliwe.

O Subhuti, nie mów, że Tathagata myśli „Wyzwolę wszystkie żyjące istoty”. Nie myśl w ten sposób Subhuti. A dlaczego? Bowiem nie ma w rzeczywistości żadnych żyjących istot, które Tathagata mógłby wyzwolić. Gdyby było tak, Tathagata utrzymywałby jaźń, istotę, duszę i osobę, a przecież Tathagata głosi o jaźni, że w rzeczywistości jest nie-jaźnią, aczkolwiek zwykli ludzie myślą inaczej. O Subhuti, Tathagata mówi, że zwykli ludzie nie istnieją, lecz są tylko zwani zwykłymi ludźmi.

Jak myślisz Subhuti, czy Tathagata może być rozpoznany przez swoje trzydzieści dwa fizyczne znamiona?

Odrzekł Subhuti: Tak, tak, może być.

Rzekł Budda: O Subhuti, gdyby Tathagata mógł być rozpoznany przez swoje trzydzieści dwa fizyczne znamiona, to i władca świata mógłby być Tathagatą.

Rzekł do Buddy Subhuti: O Czczony przez Świat, tak jak zrozumiałem twą naukę, Tathagata nie może być rozpoznany przez swoje trzydzieści dwa fizyczne znamiona.

Wówczas Czczony przez Świat wygłosił gathę:

Kto widzi mnie w kształcie
Kto szuka mnie w dźwięku
Fałszywą kroczy ścieżką
Nie może postrzec Tathagaty.
O Subhuti, jeśli utrzymujesz myśl: „Tathagata nie polega na swoim posiadaniu znamion dla osiągnięcia Oświecenia”, to Subhuti, wypędź tą myśl. O Subhuti, jeśli myślisz, że podczas rozwijania Umysłu Doskonałego Oświecenia będziesz zwolennikiem unicestwienia wszystkich Dharm, to nie myśl w ten sposób Subhuti. A dlaczego? Bowiem ten, kto rozwija Umysł Doskonałego Oświecenia nie jest zwolennikiem unicestwienia.

O Subhuti, gdyby Bodhisattwa w swej praktyce dawania zebrał siedem skarbów w ilości wystarczającej dla napełnienia tak wielu światów jak wiele jest ziaren piasku w Gangesie, i gdyby z drugiej strony inny człowiek pojął w pełni iż wszystkie dharmy są bez jaźni i poprzez to osiągnął Doskonałość cierpliwości, to zasługi tego ostatniego byłyby większe. A dlaczego? Ponieważ Subhuti, wszyscy Bodhisattwowie nie przyjmują nagrody za swe zasługi.

Spytał Buddę Subhuti: O Czczony przez Świat, dlaczego Bodhisattwowie nie przyjmują nagrody za swe zasługi?

O Subhuti, Bodhisattwowie nie mają pragnienia ani przywiązania gdy praktykują chwalebne cnoty, dlatego oto nie przyjmują nagrody. O Subhuti, jeśli ktoś mówi, że Tathagata przychodzi lub odchodzi, siedzi czy leży, ten nie rozumie tej nauki. A dlaczego? Ponieważ TATHAGATA nie ma żadnego skąd, żadnego dokąd, i dlatego jest zwany Tathagatą.

Jak myślisz Subhuti, gdyby mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty starli na proch wszystkie światy Wszechświata, to czy wiele byłoby cząstek prochu? Odrzekł Subhuti: Wiele, wiele, o Czczony przez Świat. A dlaczego? Bowiem jeśli by rzeczywiście istniały, Budda nie mówiłby o cząstkach prochu. A dlaczego? Ponieważ gdy Budda mówi o cząstkach prochu, to nie istnieją one, lecz są tylko zwane cząstkami prochu. O Czczony przez Świat, gdy Tathagata mówi o światach, nie istnieją one, lecz są tylko zwane światami. A dlaczego? Ponieważ gdyby rzeczywiście istniały byłyby właśnie zbiorami. Tathagata jednak mówi o zbiorach, że nie istnieją, lecz są tylko zwane zbiorami.

O Subhuti, o tym co zwane jest zbiorem nie sposób mówić, lecz zwykły człowiek ma pragnienie i przywiązanie ku takim rzeczom.

Jak myślisz Subhuti, gdy ktoś mówi „Budda głosi poglądy o jaźni, istocie, duszy i osobie”, to czy ktoś taki rozumie moją naukę?

O nie, Czczony przez Świat, ktoś taki nie rozumie. A dlaczego? Bowiem Tathagata głosi iż poglądy o jaźni, istocie, duszy i osobie nie istnieją, lecz są tylko zwane poglądami na jaźń, istotę, duszę i osobę.

O Subhuti, ten kto rozwija Umysł Najwyższego Oświecenia tak właśnie powinien znać, widzieć, wierzyć i rozumieć. Powinien uniezależnić się w swym umyśle od percepcji rzeczy. O Subhuti, o tych tak zwanych kształtach rzeczy Tathagata głosi iż nie istnieją, lecz że są tylko zwane kształtami rzeczy.

O Subhuti, gdyby ktoś przez niezliczone eony składał w darze siedem skarbów w ilości wystarczającej do wypełnienia wszystkich światów, i gdyby z drugiej strony mężczyzna lub kobieta wielkiej cnoty rozwinęli Umysł Bodhi, przyjęli, zatrzymali w umyśle, czytali i recytowali choćby jedną gathę z tej sutry i przedstawiali ją innym, to ich zasługi przewyższyłyby tamte. A w jaki sposób powinni nauczać innych? Przez nauczanie tego bez przywiązania do formy, w niezmienności absolutu.

Przeto:

Jak gwiazdy, błąd widzenia, czy jak lampę,
Jak złudną zjawę, krople rosy, bańkę piany,
Jak śnienie, błyskawicę, lub jak chmurę,
Oglądaj uwarunkowane.

Gdy Budda skończył wykładać tą sutrę, starszy Subhuti, wraz z mnichami, mniszkami, świeckimi braćmi i siostrami, wraz z całymi światami dewów, ludzi i asurów, słuchającymi jego nauki, wszyscy zostali wypełnieni radością, wierzyli w nią, przyjęli i przestrzegali.

Wypada mi napisać, że dokonało się.

Forma stała się pozornie ważniejsza niż sama treść. Słowa nie płyną już nieprzerwanym potokiem, tak jak i myśli, pomiędzy którymi występują coraz większe odstępy. Każdy gest i stawiana litera jest starannie ważona w oparach świadomości umysłu.

My i to co między nami pozbawione treści staje się tylko zmieniającą kształty formą. Ostrożność nie ma sensu, gdyż jasne się stało, że poszliśmy w odmienne strony.
Myśli są cieniami naszych uczuć. Wciąż tak skryte, niepoznawalne i jednocześnie tak nieistotne, bo przemijają.

„Zdarzenia w życiu dostarczają nam okazji do wyboru pomiędzy miłością a strachem.”

Międzyczas
„Beyond Time”
Apocalyptica

Widziałam słowo, to ostateczne, prawdziwe.
Schronienie. W Lamie, w Buddzie, w Dharmie, w Sandze.
Wróciłam do domu w wieku siedemnastu lat, jak to zostało powiedziane.

Lama la cziab sun czio
Sandzie la cziab sun czio
Czie la cziab sun czio
Gendyn la cziab sun czio

Słowa wykrzyczane w ciemności powróciły na miejsce swojego przeznaczenia. A w zasadzie na jedno z tych miejsc. Strażnik przewidział bieg wydarzeń, lecz nie ujawnił wszystkiego pośrednikom. Nic więc dziwnego, że cień zaskoczenia był widoczny na ich twarzach przez ułamek sekundy.

Niektórzy zapytają, co się właściwie stało… Istota bez duszy? Jedna z wspomnianych tutaj już dawno została zapomniana. Rytuał opisano z nadzieją, że pozostanie on tylko jedną z opowieści natury bardzo fikcyjnej. Zwlekałam z utekstowieniem jej, lecz – jak to na pewno wiedzą niektórzy – nie można wstrzymywać się w nieskończoność. Unikanie pióra bądź klawiatury potrafi znacznie utrudnić życie. Opowiedziana walka, a w zasadzie jej zakończenie niewielu znanym rytuałem związała kolejnym węzłem dwa odległe światy. Nici je łączące nie były dostrzegalne dla nikogo oprócz Strażnika. Tylko on wiedział, że brama stoi otworem i każdy jest zobowiązany przestrzegać jej prawa. Niektórzy zwą je Prawe Wymiany bądź Prawem Hammurabiego. Niewielu jednak wie, że w rzeczywistości nosi nazwę Prawa Ma’at [w wolnym tłumaczeniu - Prawo Równowagi].

Przed bramą stanął kiedyś mój towarzysz. Częściej w historii nazywano go jednak moim twórcą, bo dokonał jako jeden z nielicznych rzeczy niemożliwej – przywrócił kogoś do życia. Zazwyczaj wiązało się to z wieloma niebezpieczeństwami i skutkowało stworzeniem istoty bez duszy, z czego nie zdawała sobie zazwyczaj osoba odprawiająca rytuał. Pod pojęciem ‚istota bez duszy’ kryje się istota człowiekopodobna, niezdolna do współodczuwania albo raczej empatii. Nie jest to jedyna wyróżniająca te istoty cecha, ale nie ma czasu na tworzenie poradnika rozpoznawania… właśnie, kogo? Prawdziwe imię tych stworzeń zostanie ujawnione we właściwym czasie.
Wracając do głównego wątku… a więc, brama niczego wzamian za życie się nie doczekała. Pierwszy raz usłyszała odpowiedź odmowną. Wszystko dlatego, że Prawo Ma’at ima się tylko tych, którzy w nie wierzą. Korzenie tej wiary potrafią często sięgać bardzo, bardzo głęboko. Nie można się ich pozbyć ot tak, po prostu. Trzeba lat, lat życia i to niejednego życia.
Gdy do wszystkiego dochodzi jeszcze istnienie głębokich zwiążków karmicznych, wygrana nie jest już niemożliwa. „Staje się wręcz koniecznością.”

Sądziłam, że notki typowo pamiętnikowe na tym blogu się już nie pojawią. Nie jestem szczególnie pewna, czy mimo wszystko są one w jakiś sposób typowe. Wyjątkowo od jakiegoś czasu dałam się pokierować emocjom, właśnie w tej chwili, gdy z głośników dopływa do mnie A Perfect Circle. Thirteenth Step to świetna płyta. Ja jednak dziś chciałam dotrzeć w wędrówce słownej do trochę innego obszaru.
Zawahałam się na chwilę, bo dając się porwać dzisiejszym emocjom zastanawiam się, czy powinnam pozbywać się magii niedosłowności… Być może odzywają się te resztki dumy, która przeszkadzała i przynosiła tylko cierpienie.

Międzyczas.

Szukałam inspiracji. W pewnym momencie życia stało się to wręcz obsesją. Natchnieniem stawały się obrazy zarówno te odbierane wzrokiem, słuchem jak i dotykiem, choć zdarzało mi się je również odbierać przy pomocy innych zmysłów wliczając w to szósty, siódmy i inne, jeśli oczywiście przyjąć, że takowe istnieją. Wenę czerpałam z książek, dźwięków, wiele próbowałam wyciągnąć od napotkanych przeze mnie osób. Bałam się zaprzeczenia, negacji, ale z drugiej strony podświadomie czegoś takiego poszukiwałam. Gdy doszczętnie wyburzyłam wszystko wewnątrz i wszystko dookoła, nie miałam juz ochoty budować, bo zwyczajnie poczułam się szczęśliwa. Byłam ja i wolna przestrzeń. Czasem nie było mnie, czasem przestrzeni, czasem jednego i drugiego. Przez to wszystko przewijały się czasem myśli, odczucia, przedmioty i ludzie. To, że byli/nie byli [niepotrzebne skreślić] stało się źródłem niemożliwej do wyczerpania inspiracji.

Umysł wolny od stałego wyobrażenia o kimś, kto czyni coś dla kogoś innego, jest jak słońce promieniujące samo z siebie
Lama Ole

Najdłuższy rytuał
wstępna opowieść gdzieś obok równowagi

Stoję w kręgu wypowiadając szeptem inkantacje, które mają ją przywrócić do życia. Dokonałam morderstwa na istocie bez duszy, lecz była ona kimś ważnym dla mego niedoszłego w pewnym sensie poprzednika. Nie mogę tego przyspieszyć, więc pilnuję, żeby chociaż się nie pomylić. Nie chcę, by ten, zamiast którego tu stoję, przedwcześnie odkrył swoją moc. Mam słuszne obawy, że jest ona większa od mojej i nie chcę, by mnie powstrzymał. Jedna ręka straciła czucie, oddaję właśnie część swojego serca. Swoje człowieczeństwo. Tracę już głos, więc muszę swe zaklęcia wypowiadać bezgłośnie, co jeszcze utrudnia całą sprawę. Coraz łatwiej o pomyłkę. Widziałam jak wchodzi i staje jak wryty. Cóż, wychodzi na to, że będę musiała oddać więcej niż planowałam. Zanim utraciłam świadomość, zobaczyłam tylko, jak podbiega i ingeruje w krąg. Tak, jakby wiedział od zawsze, jak to zrobić. Pomyslałabym pewnie, że tego się bałam, gdybym na potrzeby rytuału nie uciszyła swych myśli.

Uczynił co było trzeba i powstrzymał mnie od altruistycznego czynu. Czekało go jednak o wiele trudniejsze zadanie. Zmierzyć się z mądrością, która do niego powróciła i odzyskać życie. Moje życie. Gdybym była w stanie, nie pozwoliłabym mu na to. Był jednak jedynym w historii… człowiekiem?… który mógł to zrobić bez zostawiania czegoś cennego za bramą. Poruszył moc.

Potem pojawili się Wojownicy Równowagi, Siedmiu ze Strony Nauki, Siedmiu ze Strony Mocy. Zachwialiśmy mocno Równowagą między tymi dwoma Światami. Co prawda przyczyniliśmy się [nieświadomie] do odnalezienia następcy Strażnika, ale nie mogliśmy już żyć jak do tej pory. Mimo że mieliśmy sporo Mocy, nie byliśmy w stanie przeciwstawić się Wojownikom. Zresztą, nie było chyba takiej potrzeby. Od tej pory staliśmy się odpowiedzialni za poszukiwania następcy Strażnika za każdym razem, gdy będzie kończyła się jego „kadencja”.

Odebrano nam pamięć i nie pozwolono na dalsze świadome spotkania. Wszak mieliśmy stać się łącznikami między Strażnikiem a poszczególnymi Siódemkami, a razem byliśmy zbyt wielkim zagrożeniem dla Stron.

Tak żyliśmy w rozdzieleniu nieświadomi szykującej się Wojny.

… i tym samym zakończenie Rozdziału Pierwszego

Korytarz, który wybrał tym razem nie był ciemny. Co jakiś czas mijał pochodnie, więc mógł spokojnie analizować malowidła na ścianie. Niestety, nadal nei był w stanie przeczytać żadnego napisu, więc po prostu przerysował część do swojego notatnika – zajmie się tym po powrocie.

Szedł i szedł, a końca tunelu jak nie było tak nie ma. Gdy już całkiem przestał się orientować, na końcu korytarza pojawiła się większa sala. Przejście nadal było tej samej szerokości, z tą tylko różnicą, że sufit był znacznie wyżej, zamiast ścian po obu stronach, wybudowano podłużne baseny z wodą. Strasznie mętną wodą. Nie myślał jednak o tym, bo był już strasznie poirytowany faktem, że tak się wszystko dłuży. Zauważył podest z amuletem, choć trudno byłoby go nie zauważyć, gdyż poza basenami i tym właśnie podestem nic się w sali nie znajdowało.

Z artefaktem spoczywającym bezpiecznie przy pasku ruszył w drogę powrotną, tym razem z pochodnią w ręce. Wydawało mu się, że korytarz trochę się zmienił, ale pomyślał, że to pewnie kwestia drobnego zmęczenia i innej perspektywy. Szedł przecież w przeciwną stronę.

Gdy był już w sali z trzema wejściami, musiał się zastanowić, co dalej. Nad środkowym tunelem był hieroglif przedstawiający labirynt, w dodatku nie był to tylko napis, zaś po lewej jedyne co rzucało mu się w oczy to obraz przedstawiający kobietę. Chciał wszystko załatwić w jak najkrótszym czasie, więc postanowił ruszyć środkowym korytarzem w stronę spodziewanego wejścia do „labiryntu”.

Po drodze napotkał parę standardowych jak na Egipt pułapek, więc nie przejął się nimi zbytnio, choć mało brakowało, a zgubiłby swój wypieszczony kapelusz Indiany Jonesa, bo ten zsunął mu się z głowy przy szybkim skoku.

Po tych kilku przeszkodach znalazł się w końcu w sali z wielkimi drzwiami. Było tam również tak zwana dziurka od klucza. Była umieszczona w drzwiach [a jakżeby inaczej :p] w dziwnego kształtu wgłębieniu. Zastanowiło go, dlaczego otwór jest tylko jeden. Amulet w kształcie ankh [choć nie do końca, ale o tym zdążył się już przekonać podczas zarwanej nocy przed wyprawą] powinien zostać umieszczony w trzech otworach ułożonych na jednej prostej linii. Cóż, może trzeba go po prostu odpowiednio wygiąć.

Już miał podjąć pierwszą próbę złamania ramienia artefaktu, gdy nagle usłyszał:

- Stój!

Kobiecy głos. Obrócił się szybko i zamarł. Tak, to była Ona, co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Wyglądała jednak co najmniej dziwnie. Nigdy nie miała na sobie wieleubrania, jednak tym, razem wyraźnie ktoś albo coś jej je częściowo zdarło. Była poraniona na ramionach, warzy, a z rany na udzie wciąż spływało trochę krwi.

- Co ci…?

- Nie czas na zadawanie głupich pytań. – przerwała. – Mamy zadanie.
I w tym momencie ruszyła w jego stronę. I drzwi. W tym momencie ocknął się i celującw nią z rewolweru, który zdążył wyciągnąć, powiedział:

- Dlaczego znowu mam ci pozwolić na zgarnięcie laurów? Ja znalazłem amulet i ja się tym zajmę!

Zatrzymała się z drwiącym uśmieszkiem.

- Nie bądź śmieszny, do mnie nie strzelisz.

Nie opuścił broni, ale wiedział niestety, że ma racje. Zanim zdążył coś odpowiedzieć, ona dodała

- W dodatku nie masz pojęcia, co robić.

- Skąd… – wymsknęło mu się od razu. Znów nie przemyślał odpowiedzi.

- Skąd wiem? Nie przeczytałeś notatek. Próba użycia samego amuletu nadrzwiach może skończyć się tragicznie dla labiryntu,ciebie, a nawet i kompleksu trzech piramid nie wspominając już o sfinksie. Zresztą, powiniśmy się spieszyć.

Nie wiedzieć czemu nie powstrzymał jej, gdy wyciągnęła coś płaskiego. Przedmiotmiał ten sam dziwny kształt co wgłebienie w drzwiach. Wczasie, gdy umieszczała to na miejscu i obracała środkową część, by mogły siępojawić nie wiadomo jakim sposobem trzy [a nie jeden] otwory, jego uwagę zaprzątało coś, co poruszało się w korytarzu.

- Musimy sie spieszyć! Daj mi to!

I wyrwała mu amulet. Obróciła go w drzwiach określoną liczbę razy i brama zaczęła się rozwierać. Nie zdążył zaprotestować. Po prostu wchłonęło go do środka. Nie dowiedział się nigdy, co stało się z nią, bo nie dane mu było niegdy stamtąd wyjść.

Epilog

Cała grupa prowadząca badania zwinęła się dokładnie tydzień po tym wydarzeniu. Zrobiła to tuż po tym, jak z podziemi wyłoniła się ona. Była w tak okropnym stanie, że przy życiu wytrzymała jeszcze tylko kilka dni.

Pozwolenia na wykopaliska nigdy nie dostały i nie dostaną niewtajemniczone grupy, natomiast ci, którzy znają prawdę, nawet nie myślą o dalszych badaniach.

Na miejscu nie było mu dane zaznać chwili odpoczynku. Nikt oprócz znajomego profesora z uczelni nie chciał specjalnie z nim rozmawiać. Wydawało się, że przed jego przylotem nie działo się nic dziwnego, chociaż dla niego właśnie takim dziwnym wydarzeniem był fakt, że ONA jeszcze nie dała żadnego znaku. Czyżby zrezygnowała? Nie, to niemożliwe, wiedzieliby o tym. Co się więc stało?

Z całym potrzebnym wyposażeniem zszedł w końcu do tunelu pod kamienną płytą. Straż tam na górze została wzmocniona. Zdziwił go fakt, że na ścianach nie było nic. Z zapaloną latarką coraz pewniej stąpał prostym korytarzem. Z początku zastanowił go unoszący się w powietrzu zapach, ale po dłuższym „spacerze” tak do niego przywykł, że wręcz o nim zapomniał.

Po zdecydowanie dłuższym czasie tej wędrówki prostym nieoznakowanym korytarzem zaczął go irytować fakt, że nic się nie dzieje. W jego głowie pojawiały się podejrzenia, że może trzeba będzie zejść tu większą grupą i po prostu sprawdzić, czy nie ma nic za ścianami po obu stronach korytarza.

Szedł tak długo, że już stracił rachubę czasu. Na domiar złego kończyły się baterie w latarce. Nie brał zapasu, bo liczył na szybkie odnalezienie innego źródła światła. Zdziwiło go zresztą, że idzie już tak długo. Przecież baterie w tej latarce z reguły starczały na dwa dni ciągłego używania. Niemożliwe, że idzie już tak długo. Cóż, przynajmniej wie jak wrócić. Co to za filozofia iść ciągle prostym korytarzem, nawet w ciemnościach. Gdy latarka całkiem zgasła, postanowił, że zrobi jeszcze parę kroków, by zobaczyć, czy znajdzieinne źródło światła, w przeciwnym wypadku po prostu zawróci.

Ledwo zrobił te parę kroków, o coś się potknął. Ogarnęła go trwoga, bo przecież zanim wyczerpały się baterie, widział ten fragment korytarza wyglądający na kompletnie pusty. W tym momencie zauważył, że tunel dalej się rozjaśnia, więc woląc nie zastanawiać się dłużej nad tym, co spowodowało, że się potknął, po prostu ruszył naprzód. Zauważył, że ściany przybrały czerwonawy kolor, jednak nadal nic na nim nie było. Światło dochodziło z niewielkiego pomieszczenia, o ile można ten szerszy korytarz nazwać pomieszczeniem. Jakim cudem pochodnie się tu palą? Przypomniało mu się wcześniejsze zdziwienie spowodowane unoszącym się wszędzie zapachem ropy.

Do dyspozycji miał teraz trzy korytarze. Nie były niczym oznakowane, no może nie licząc dronych napisów hieroglificznych nad każdym z wejść. Środkowe napisy były dodatkowe wyryte w ścianie i pewnie ruszyłby tym przejściem, gdyyy nie fakt, że nad wejściem po prawej znajdowały się rysunki z amuletu, który miał najpierw odnaleźć. Hieroglify nad tymi trzema tunelami nie układały mu się w logiczną całość. Nie był w stanie ich przeczytać w żaden sposób, co było zastanawiające. Uznał jednak ostatecznie, że to tunel po prawej jest odpowiedni i tam właśnie znajdzie amulet.

[na wstepie przepraszam wszystkich, którzy komentowali tą notkę za usunięcie komentarzy. na starym i nowym blogu występowały notki z lipca i chciałam ten problem rozwiązać usuwając tekst i umieszczając go jeszcze raz parę dni później]

Wiem, jak ciężko rozstać się ze stroną którą prowadziło się przez wiele miesięcy [a nawet lat]. Cieszę się, że dane mi jest kontynuować przygodę z blogowaniem mimo przykrych niespodzianek jakie przygotował dla mnie poprzedni pamiętnik.

Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale właśnie na przełomie lipca i sierpnia, tyle że roku 2003, założyłam swojego poprzedniego bloga. Jak się głębiej zastanowić, to chyba cieszę się, że mam nowego. I cieszę się, że trafiła mi się tak ciekawa nazwa. Creeda może wielu kojarzy się jedynie z zespołem muzycznym, ale dla mnie niech będzie wyznaniem wiary. Nie w Boga, nie w Kościół, nie w religijność, ale w człowieka.

Najdłuższe narodziny część druga

Labirynt… Ogromna świątynia składająca się z ponad 3000 komnat była astronomicznym sercem Egiptu.. …dowody dotyczące biblijnego Potopu, który ponownie … w roku 2012…

„Musisz cofnąć się teraz do roku 21 312, roku szokujących wydarzeń. W przeciągu czasu mniejszego niż godzina miała miejsce katastrofa. Nie tylko kontynent, ale cała Ziemia doświadczyła ogromnego trzęsienia. Następnie oś Ziemi zaczęła się przesuwać. Budynki zapadły się, łańcuchy górskie zatrzęsły się i runęły podczas gdy cały świat robił wrażenie, jakby zaczął się przesuwać. Cała planeta zaczęła się napełniać wodą z niesamowitą ilością energii kinetycznej. Niekontrolowana fala zalała ogromne połacie lądu. Atlantyda zanurzyła się pod poziom wody i na skutek przesuniecia się całej ziemi, pozostała częściowo pod powierzchnią tego, co było w tym czasie Biegunem Północnym i pokryta została grubą powierzchnią lodu.”

…Ogromną wiedzę…. W środku okrąg, w którym uwidoczniony jest zodiak Dendery… Dwanaście wielkich znaków gwiezdnych… Drugi okrąg zawiera jeszcze bardziej skomplikowane elementy. trzdzieści sześć elementow, dzięki którym ówcześni ludzie byli w stanie obliczyć wcześniej czas poprzedniej katastrofy…

obraz Geb, ostatniego władcę Aha-Men-Ptah Atlantydy, umarł w katastrofie… Na głowie niesie on ciężar Ziemi, która się odrodzi za sprawą jego żony Nut. Jej udało się uciec i razem z innymi, którzy przeżyli założyła nową ojczyGnę.

„Bez właściwej wiedzy na temat tej mieszanki historycznych i duchowych zdarzeń nie możemy prawidłowo odtworzyć historii Egiptu. Przykładowo Sfinks jest okeślony jako lew, ponieważ poprzednia katastrofa miała miejsce w Erze Lwa. W Zodiaku Dendery można zauważyć złamane linie pod lwem. Są one symbolem ogromnych fal powodziowych.”

labirynt zawiera ogromną ilość hieroglifów dotyczących Exodus, w której Horus i Isis odgrywali główne role.

Tak bardzo zajęta analizą tych notatek w końcu zasnęła. Od trzech dni non stop nad nimi ślęczy, bo okazało się, że pominęła bardzo istotny szczegół, a mianowicie informacje o elemencie potrzebnym do użycia amuletu. Nie mogła popełnić więcej takiego błędu, szczególnie, że zdążyła już wynając samolot na wyprawę do Kairu. Wykopaliska już trwają, a przecież ona nie ma w zwyczaju przegrywać. Ich specjalista wyruszy do Egiptu najwcześniej nastepnej nocy [tak, miała wśród nich odpowiednich informatorów, w końcu należała do tej samej śmietanki], podczas gdy ona już dawno będzie na miejscu.

Obudziła się nagle o czwartej nad ranem. Cóż, w końcu w cale nie planowała tego snu. Prysznic, kilka tostów, potem się spakowała. Plecak i walizka, choć przeczuwała, że większość tych rzeczy w ogóle się nie przyda, to jednak głupio brać ze sobą tylko podręczny bagaż. Już po godzinie ładowała wszystko do Aston Martina, którym pojechała na lotnisko.

Godzina 23:30 czasu lokalnego. Egipt. Kair. Four Seasons Hotel.
W plecaku najpotrzebniejsze notatki [zdążyła je jeszcze raz dokładnie przejrzeć w samolocie i hotelu], latarka, zapas amunicji. Zarzuciła go na ramię i wyszła z bronią ukrytą pod płaszczem. Hotel usytuowany jest przy kompleksie trzech piramid, więc tym razem nie było potrzeby wynajmowania samochodu. Musiała jednak uważać, by nikt jej nie zauważył. Ściągnęła paski plecaka i ruszyła ku przygodzie.

Nie zdziwiła się wcale, gdy okazało się, że strażnikami nie są zwyczajni Arabowie. Załatwiła dwóch pierwszysch nabojami usypiającymi. Nie czekając na ewentualne pojawienie sie kolejnych, zabrała naboje [te usypiające nie wbijają się w ciało], przeskoczyła ogrodzenie i wspięła się ostrożnie z boku na Sfinksa. Nie musiała zaglądać do notatek, by sprawdzić, gdzie położone wejście. Nawet pomijając fakt, że znała wszystko na pamięć, trudno było nie zauważyć prowizorycznego namiotu ustawionego nad jeszcze nie odkopanym wejściem. Ześlizgnęła się po łapie posągu i szybko zniknęła pod białym płótnem zanim któryś z odwróconych tyłem strazników zdążył ją zauważyć. Tak jak myślała, czekali z otwarciem na swojego specjalistę, który miał pojawić się rano.

Wzięła leżącą obok łopatę i cicho odgarnęła piach z płyty wejściowej. Potem musiała się nieźle wysilić, żeby ten kawał kamienia podnieść. W srodku był dół, ale niezbyt głęboki, bo zdołała jeszcze zasunąć za soba kamienną płytę. Już chciała wyciągnąć latarkę, ale zastanowił ją unoszący się w powietrzu specyficzny zapach. Coś jakby ropa…
Wymacała w ścianie pochodnię. Doszła więc do wniosku, że lepiej będzie zapalić ją niż latarkę. Okazało się, że przed nią rozciąga się całkowicie pusty korytarz. Ściany nie były niczym pomalowane. Ruszyła więc naprzód.

Nowy cykl rozpoczęty i jak zwykle nie wiadomo, czy dobiegnie końca. Opowieść będzie dosyć długa, bo wiele jest do wyjaśnienia. Uważni wiedzą, że historia czeka od stycznia, natomiast niektórzy wiedzą nawet, że historia dojrzewała dodnia dzisiejszegoodpołowy dwutysięcznego trzeciego roku, a początku jej nie ma.

Najdłuższe narodziny
Aż podskoczył, gdy zadzwonił telefon. Od dawna nie miał nic do roboty, bo wszystkie zlecenia ktoś mu zabierał sprzed nosa. Zazwyczaj tym kimś była ONA. Wracając do telefonu… To z uniwersyetu. Ważna sprawa. Tylko tyle? Nie przez telefon. Odłożył słuchawkę. Zaczął się zbierać, bo przecież i tak nie miał lepszego zajęcia. Zresztą był wdzięczny uczelni, że przynajmniej oni dawali mu czasem znać o jakichś ważniejszych ekspedycjach. Leżało to w ich interesie, bo przecież po każdej wyprawie przeprowadzał u nich serie wykładów.
Komunikacja miejska nie pozwoliłamu szybko dojechać na uniwersytet. Zajęło mu to około półtorej godziny. Pluł sobie w brodę ["ogoliłem się przecież!!!"], bo po ostatniej wyprawie w rejony Tybetu nie chciało mu się naprawiać ulubionego Land Rovera S III’88. Od ostatniej wyprawy minęły już ze 4 miesiące. Jak to się stało, że ten czas spędził w domu? Przełączał tylko wiadomości i nasłuchiwał informacji o NIEJ. Chciał zrozumieć, co ma ONA, a czego brakuje JEMU. Rozmyślania przerwał mu taksówkarz. „Jesteśmy na miejscu. Należy się…” Nie dał mu skończyć, tylko wetknął w łapę banknot. „Bez reszty proszę”.
Najpierw ruszył do swojego gabinetu. Okazało się, że to właśnie tam na niego czekają. Znowu Egipt. Mógł się tego spodziewać. „A co jeśli odmówię?” „Wiesz dobrze, że wykłady o starożytnych ludach może robić ktoś inny, ale czy naprawdę chcesz stracić tak dobrą pracę? Zresztą wykłady żadnego innego profesora nie ściągają aż tylu słuchaczy.”
Okazało się, że kolejny raz jakiś dureń uwierzył źródłom koptyjskim i chciał podążać śladami legend. Mówią one o komorze pod Sfinksem, z której prowadzą korytarze do trzech wielkich piramid, a każdego wejścia strzec mają posągi o zadziwiających właściwościach. Najważniejszy korytarz prowadził do Sali Zapisów i Komory Archiwów.
„29 października 1935 roku „śpiący prorok”, Edgar Cayce, ujrzał w transie sceny z historii starożytnego Egiptu. Notującej jego słowa sekretarce powiedział, że około 10 500 roku przed naszą erą do Egiptu przybyli ludzie ocaleli z katastrofy Atlantydy. W ciągu następnych 100 lat wybudowali Sfinksa i piramidy. W wizji prorok ujrzał też, że do końca XX wieku, w miejscu, gdzie światło i cień pada pomiędzy łapami Sfinksa, odkryte zostanie archiwum zaginionej cywilizacji.” Tak, czytał to kiedyś w jakims brukowcu. Po odkryciu grobowca Tutanchamona mieliśmy nagły wzrost zainteresowania starożytnym Egiptem. Cóż, do końca wieku jeszcze trochę, mamy w końcu 1987 rok.

Według tradycyjnej egiptologii Sfinks powstał na polecenie Chefrena [Khufu] – faraona IV dynastii, panującego w latach 2520-2494 p.n.e. Archeolodzy wciąż twierdzą, że twarz Sfinksa jest twarzą Chefrena. Badania porównawcze twarzy faraona z posągu znajdującego się w muzeum kairskim z twarzą Sfinksa, przeprowadzone przez Franka Domingo, biegłego medycyny sądowej z nowojorskiego departamentu policji, specjalizującego się w rekonstrukcjach twarzy wykluczyły jednak, że jest to ta sama twarz. Nie znaleziono też żadnej inskrypcji, która potwierdziłaby związek Sfinksa z tym faraonem.
Mimo wątpliwości, wszystko pozostawało po staremu. Do niedawna… Grupa archeologów zaczęła poważnie interesować się Sfinksem i tym, co można pod nim znaleźć. Kłopot w tym, że kto pierwszy ten lepszy. Nasz bohater ma to szczęście, że Jego nazwisko w połączeniu z jeszcze jednym pozwala na praktycznie wszystko… no w każdym razie jeśli chodzi o zaytki starożytności. Udzialanie pozwoleń na prace przy Sfinksie miały więc zostać wstrzymane na tak długo, jak to będzie możliwe.
Wracając do Sfinksa… „Dlaczego mam tam jechać? Naprawdę wierzycie, że tam coś jest?” Zapytał zirytowany ich powagą. „Bo ONA tam jedzie”> ONA. Miała więcej pieniędzy, lepsze nazwisko i lepszych informatorów. Nie zawracała sobie nigdy głowy byle jakimi przygodami. Może więc warto?
„Komnaty pod Sfinksem zostały już częściowo odkryte w 1899 roku przez Egipcjan, lecz przemierzono tylko ok. 70 metrow prostego korytarza. Dalej według legendy i dawnej klątwy wypisanej na wrotach, do których dotarli, na ludzi spadną choroby. Z wyprawy, w której uczestniczyło dwunasto archeologów, wrócił zaledwie jeden, bo nie czytał klątwy.
Właśnie dlatego, posłużyliśmy się twoim nazwiskiem w tajemnicy, ponieważ trzeba było zmusić rząd egipski do zakazania dalszych wypraw.” Cisza. Nic nie mówił, bo sprawa go mimo wszystko zainteresowała. „Z naszych danych wynika, że podziemia Sfinksa są głębokie na dwa piętra, komnat jest 1357, a łączna długość korytarzy jest równa połowie długości równika.”
Przestał słuchać. Wpatrywał się tylko w zdjęcia leżące na biurku. Szczególnie jedno przykuło jego uwagę. Przedstawiało specyficzny amulet. Przypominał egipski hieroglif ankh, który często pojawiał się jako amulet. Róźnił się jednak pewnym szczegółem. Do charakterystycznej pętli, występującej w znaku ankh, przyczepiony był symbol, którego wcześniej nigdy nie widział. Zdjęcie nie było zbyt wyraźne. Nie potrafił jednoznacznie stwierdzić skąd ów symbol mógł pochodzić. DZiwne… „Tak, właśnie ten amulet powinieneś odnaleźć” usłyszał. Profesor już dawno zorientował się, że jego kolega go nie słucha, tylko wpatruje się w zdjęcia. „Myślę, że powinieneś to wziąć ze sobą. Tylko nie spóźnij się na jutrzejszy samolot”
Nie zdążył nawet zaprotestować, bo oni wszyscy zwyczajnie wyszli. Profesor, zamiast wybiec z gabinetu za nimi, po prostu usiadł. Nie mógł oderwać wzroku od zdjęcia z amuletem, który wyraźnie coś mu przypominał…

Interludium
Informacje muszą być przytoczone w tym momencie, choć ich miejsce jest na końcu tej przygody. Z racji tego, że przygody różnie się toczą, jesteśmy zmuszeni o zamieszczenie informacji teraz.

Wszelkie wątpliwości dotyczące sfinksa pojawiały się od dawna, jednak przez większość były ignorowane aż do początku lat 90. XX wieku. Wtedy to na plac boju weszli geolodzy, kamery i elektronika.
Archeolodzy, nieświadomi faktu, że prawda o podziemiach Sfinksa jest już odkryta i z pewnych ważnych względów nieujawniona, zaczęli swoje badania.
Odkryto, że korozja, jaka zniszczyła tułów Sfinksa, jest wynikiem działania wody, a nie wiatru. Badania wykazały, że nie mógł to być wylewający Nil.
Tak więc jedynie deszcze mogły spowodować taką korozję. Rzecz w tym, że opadów deszczu na taką skalę i z taką częstotliwością nie było w tym rejonie od dwunastu tysięcy lat. Aby móc podjąć dalsze i dokładniejsze prace z pomocą świetnego geologa, trzeba było użyć wielu wpływów. W końcu Egipska Organizacja Starożytności dałą zgodę na badania. Biurokracja została pokonana i ekipa złożona z wielu specjalistów od geologii i klimatologów zabrała się do pracy. Nie spodziewano się jednak, że zostaną poczynione tak ogromne postępy.
Uzyskano dowody nie tylko na to, że sprawcą erozji Sfinksa były wieloletnie ulewne deszcze, ale również, że wewnątrz posągu oprócz skały wapiennej istnieją inne minerały i pierwiastki. Co więcej, znajduje się tam metal, a także, u podstawy Sfinksa, co najmniej sześć pustych komór.
To, że ulewne deszcze spowodowały erozję skały Sfinksa, potwierdziły także późniejsze badania wielu geologów z całego świata. Wynikło z tego, że Sfinks powstał dużo wcześniej, niż dotąd sądzono, gdyż takie deszcze miały miejsce w tym rejonie tuż po zakończeniu epoki lodowcowej. Deszcze przestały padać w dolinie Nilu 7000 lat p.n.e.
Naukowcy mieli nadzieję, że badania komór pod Sfinksem przyniosą odpowiedź na wiele nasuwających sie pytań.
Wtedy w 1993 roku Egipska Organizacja Starożytności zabroniła dalszych badań.
W 1996 roku władze egipskie zezwoliły na badania Sfinksa amerykańskiemu milionerowi związanemu z Association for Research and Enlightenment – bardzo wpływową organizacją zajmującą się popularyzacją nauk „śpiącego proroka”. Do publicznej informacji podano fakt, że pod Sfinksem naprawdę są komory i tunele i że kiedy zostaną wreszcie otwarte, świat ujrzy je na własne oczy podczas transmisji telewizyjnej. Badania oficjalnie są prowadzone, jednak niektórzy z was wkrótce dowiedzą się, że prawda została już dawno odkryta. Oni już ją znają.

Jeśli spoczywamy w pełni świadomi w tym, co wydarza się w życiu, jeżeli nie opuszczamy poziomu najwyższego poglądu, nie ma żadnego momentu, który nie poprowadziłby nas dalej. Poznanie umysłu jest jedynym celem.

Tym razem im krócej z mej strony, tym lepiej. Wyraźniej.

Ten, kto spędza czas jedynie na pełnym wątpliwości, sceptycznym analizowaniu, nigdy nie dotrze do sedna praktyki.
IX Karmapa

Poznać Drogę Buddy to poznać samego siebie. Poznać samego siebie oznacza o sobie zapomnieć.

Dogen

Prawdziwa Droga jest rzeczą najwyższą. Nie może być wyrażona słowami. Jaki więc pożytek z pism? Jeśli ktoś dostrzega swoją naturę, znajduje Drogę, nawet jeśli nie umie czytać.

Bodhidharma

Buddyzm powinien przetrwać nawet jeżeli udowodnionoby, że historyczny Budda nigdy nie istniał.

Christmas Humphreys

Nie wyruszaj do nieprzebytej dżungli, by odnaleźć słonia, który spokojnie stoi już w domu.

Gendyn Rinpocze

Oświecenie nie jest czymś różnym od doczesności. Jeśli szukamy go w oderwaniu od świata, przypomina to poszukiwanie królika z rogami.

Mistrz Szeng-jen

Zjawiska nie są takie jakimi się wydają. Nie są również inne.

Budda Siakjamuni

17 poziomów pustki


  • RSS